Jednym z filarów zatrudnienia w dzisiejszej Polsce jest praca w domu. Znana wprawdzie już wcześniej, w PRL, jako tzw. chałupnicza praca nakładcza (np. zlecone prace krawieckie, ceramiczne czy usługi rzemieślnicze na użytek Cepelii) obecnie stała się ważnym źródłem dochodów dla setek tysięcy osób. U podstaw zainteresowania taką formą pracy leżą: wysoka stopa bezrobocia, konieczność opieki nad małoletnimi lub niepełnosprawnymi członkami rodziny oraz chęć organizowania sobie czasu pracy samemu, aby móc poświęcić się swoim zainteresowaniom.
W mediach, urzędach pracy, a zwłaszcza w Internecie można spotkać tysiące ofert pracy we własnym domu. Najczęściej jednak sięgają po nie zrozpaczeni bezrobotni, którzy nie bardzo wiedzą, co tak naprawdę chcieliby robić. Co więcej, często nie zwracają uwagi na to, że oferent, kuszący wizją szybkich i łatwych zarobków, nawet przy minimalnym nakładzie pracy, może być zwyczajnym naciągaczem. Oferty pracy chałupniczej bowiem niejednokrotnie zawierają warunek wpłaty niewielkiej kwoty pieniędzy, bądź przesłania koperty zwrotnej ze znaczkiem w zamian za przysłanie materiałów informacyjnych, a następnie podpisanie bliżej nieokreślonej umowy o zatrudnienie.
Potencjalny pracobiorca powinien zatem wiedzieć, co chciałby i potrafi robić zanim odpowie na takie ogłoszenie o pracę. Młoda informatyczka, opiekująca się bobasem może z powodzeniem tworzyć w domu strony internetowe, pisać programy czy projektować gry. W podobny sposób może działać niepełnosprawny dziennikarz, tłumacz, księgowa czy prawnik, dla których komputer nie ma tajemnic, a codzienne dojazdy do pracy, zwłaszcza w polskich realiach architektonicznych sprawiają wiele problemów.
Co zrobić jednak z grupą ludzi, która nie posiada tak wysokich kwalifikacji, a praca w domu jest ich jedyną możliwością zarobkowania? Otóż oni powinni przede wszystkim dokładnie sprawdzić szczegóły oferty pracy chałupniczej, a więc co mają konkretnie zrobić i ile czasu im to może zająć. Wbrew pozorom bowiem, nawet tak proste czynności, jak skręcanie długopisów za parę groszy od sztuki nie jest rzeczą łatwą, gdyż monotonia tego zajęcia może szybko spowolnić wykonawstwo. To samo dotyczy adresowania kopert czy innych prostych prac chałupniczych, jak składanie zabawek z dostarczonych wcześniej elementów.
Odrębną kategorią pracy w domu jest praca teleankieterów czy marketing i sprzedaż telefoniczna. Wiele firm, które nie posiadają odpowiednich pomieszczeń, aby mógł w nich pracować wieloosobowy zespół specjalistów od reklamy, handlu i badania opinii publicznej przez telefon, zleca podobne prace osobom prywatnym w ich domach. Pojawia się jednak problem umowy. O ile wymienieni wcześniej ludzie wykonujący wolne zawody (prawnik, księgowa, dziennikarz czy informatyk) są przyzwyczajeni do wykonywania usług w oparciu o umowę o dzieło bądź zlecenie (a więc umowy cywilno-prawne), o tyle wielu „przeciętnych Kowalskich” liczy na umowę o pracę z pełnym pakietem socjalnym, a więc opłaconą składką zdrowotną, emerytalno-rentową, chorobową, funduszem świadczeń pracowniczych i innymi składnikami niezbędnymi do naliczania lat pracy do emerytury i mającymi realny wpływ na jej wysokość.